Tomasz Witkowski
W obronie rozumu - blog
Historia pewnej prowokacji...
O mnieZakazana psychologiaLapidariumKsięga gościEnglish version
Drugi artykuł

Między jasną a ciemną stroną natury ludzkiej

Wyobraź sobie, że z kimś rozmawiasz po raz pierwszy i nagle masz uczucie, jakbyś znał tego kogoś od dawna, jak gdybyście wiele razy ze sobą rozmawiali i rozumieli się niemal bez słów. Znikąd i nagle pojawia się poczucie więzi i zrozumienia. Reagujesz tak samo, jak ta osoba na wydarzenia, które mają miejsce. Wystarczy spojrzenie, żeby upewnić się, że myślicie dokładnie tak samo. Czy zdarzyło ci się coś takiego?
 Jeśli odpowiedź na to pytanie brzmi TAK, oznacza to, że doświadczyłeś na własnej skórze silnego rezonansu morficznego – zjawiska, które prawdopodobnie w największej mierze decyduje o wyzwalaniu mechanizmu empatii, zjawiska nieocenionego, jeśli idzie o funkcjonowanie społeczne ludzi.
    Spory o empatię toczą się od dawna, bowiem decyduje ona o tym, że ludzie angażują się w pomoc innym, że są w stanie kształtować postawy prospołeczne i są zdolni do arcyludzkich zachowań - zachowań altruistycznych, które stanowią najjaśniejszą stronę naszej natury. Wiele badań wskazuje również na to, że empatia jest absolutnie podstawowym czynnikiem decydującym o sukcesie w psychoterapii. Badania Garfielda i Bergina z 1990 roku, czy metaanalizy i badania przedstawione przez Jadwigę Rakowską w książce pt. Skuteczność psychoterapii, a także szereg innych prac, wykazały, ponad wszelką wątpliwość, że poza motywacją pacjenta, zdolność do empatii i umiejętność nawiązywania kontaktu przez terapeutę jest drugim, najważniejszym czynnikiem kluczowym decydującym o powodzeniu terapii. Dopiero na dalszych pozycjach znalazły się takie czynniki, jak rodzaj terapii, jej długość, stosowane metody itp. Część szkół terapeutycznych, żeby wspomnieć o terapiach wywodzących się od Carla Rogersa, doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego też w tym właśnie kierunku kształci swoich terapeutów. Ale czy można nauczyć się empatii? Czy też tylko jej udawania?

Pierwsza oznaka człowieczeństwa...
Wyjaśnienie podłoża empatii i altruizmu nie jest jednoznaczne. Koncepcje, które starają się tego dokonać są kontrowersyjne, często wzajemnie wykluczające się lub niepełne. Gorące dyskusje nad przyczynami, mechanizmami i pochodzeniem zachowań altruistycznych ciągle się toczą. Wypracowanie jednej koncepcji wyjaśniającej większość zjawisk związanych z empatią umożliwiłoby dokonanie ogromnych postępów w psychoterapii, zwalczaniu uprzedzeń i stereotypów, a także zrozumieniu wielu zjawisk z zakresu psychologii społecznej. Wygląda na to, że nadzieja na to pojawiła się w wyniku odkrycia rezonansu morficznego podczas badań z wykorzystaniem nowoczesnych metod obrazowania pracy mózgu. Odkryć tych dokonał profesor Daniel Gounot z Laboratoire de Neuroimagerie in Vivo mającego siedzibę na Akademii Medycznej w Strasbourgu, we Francji. Aby zrozumieć w jaki sposób zjawisko rezonansu morficznego mogłoby nam pomóc w wyjaśnieniu podłoża empatii i altruizmu, warto poznać dotychczas wypracowane i obowiązujące w psychologii koncepcje.
Oczywiście, część zachowań altruistycznych wynika z biologii, niektóre z nich mogą być spowodowane oczekiwaniem jakichś bliżej nieokreślonych zysków (np. podziw otoczenia)  lub też wymusza je wychowanie. Jedną z koncepcji wyjaśniających zachowania „czysto” altruistyczne jest koncepcja empatii-altruizmu stworzona przez Daniela C. Batsona. Zgodnie z nią, zachowania altruistyczne możemy podzielić na dwa rodzaje - uwarunkowane empatią i spowodowane innymi, wyżej wymienionymi czynnikami. Najlepiej będzie to przeanalizować na przykładzie. Czy zdarzyło wam się spotkać w drzwiach do windy, w wejściu do budynku lub pociągu kogoś obładowanego torbami, kto nieporadnie usiłował przejść przez drzwi? Prawdopodobnie wówczas przytrzymaliście drzwi, przepuściliście tę osobę przodem albo wręcz zaproponowaliście pomoc. Takie zachowanie mogło być spowodowane empatią, a więc zdolnością do wyobrażenia siebie w analogicznej sytuacji. Poczuliście zatem, jak niewygodnie jest temu człowiekowi, być może wcześniej również zdarzył wam się podobny przypadek. Jeśli tak, wasze zachowanie było spowodowane empatią - umiejętnością wczucia się w sytuację innej, obcej osoby. Mogło się jednak zdarzyć i tak, że wcale nie odczuwaliście współczucia i nic was nie obeszło śmieszne zachowanie człowieka z tobołkami, jednak znajdowaliście się w gronie przyjaciół, którzy niezbyt dobrze pomyśleli by o was, gdybyście w tej sytuacji nie pomogli przypadkowo spotkanemu człowiekowi. W tym wypadku wasze zachowanie miało przyczyny egoistyczne - spowodowane było analizą zysków i strat z całej sytuacji.

Tak ja tobie, jak ty mnie
     Ale koncepcja Batsona, to nie jedyne wytłumaczenie fenomenu empatii i altruizmu. Koncepcje pokazujące o wiele brutalniejszy obraz świata pochodzą z obszaru psychologii ewolucyjnej. Jedną z nich jest teoria wzajemnego altruizmu, której autorstwo przypisuje się często Robertowi Triversowi. Zgodnie z jej ujęciem, zachowania altruistyczne są z punktu widzenia ewolucji kompletnie nieprzystosowawcze, dlaczego bowiem jeden osobnik miałby zmniejszać swoje szanse na przeżycie i reprodukcję swoich genów na korzyść innego? A takie są przecież konsekwencje dzielenia się pożywieniem, obroną w sytuacji zagrożenia itp. Jedynym wyjaśnieniem, które uzasadni z punktu widzenia logiki ewolucji, zachowania altruistyczne, jest oczekiwanie wzajemności. Tak więc, jeden wilk odstępuje drugiemu część swojego łupu, jeden nietoperz wampir dzieli się z drugim wypitą podczas łowów krwią, stado staje w obronie osobnika wyłącznie w oczekiwaniu na rewanż, wzajemność. Twórcy koncepcji twierdzą, że nie inaczej jest z człowiekiem. Odrzucają humanistyczne pobudki, jako nieprawdopodobne i ewolucyjnie nieprzydatne. Ich zdaniem wyłącznie oczekiwanie wzajemności leży u podłoża naszej szlachetności.

Matematyka poświęcenia
    Jeszcze brutalniejszą prawdę niesie /za sobą rewolucyjna koncepcja dostosowania łącznego Williama D. Hamiltona. Według niej, da się matematycznie wyliczyć prawdopodobieństwo uzyskania pomocy od drugiej osoby. Jeśli ponoszone koszty pomocy są mniejsze od ilorazu stopnia pokrewieństwa i korzyści uzyskiwanych przez beneficjenta, wówczas pomoc z pewnością nadejdzie. Dlaczego? Ujmując całą rzecz w skrócie, choć bez uproszczeń, Hamilton stwierdził, że rzeczywistym interesem organizmu może być zachowanie genów już istniejących w populacji, a nie jak dotychczas sądzono wyłącznie dążenie do ich rozprzestrzeniania. Tak więc ojciec trójki dzieci będzie skłonny do wielu poświęceń, nawet ze szkodą dla własnego organizmu, głównie dlatego, że każde z jego dzieci ma 50% jego genów. „Interes” genów, których nosicielami są dzieci jest ważniejszy od jego interesu, bowiem jest ich po prostu więcej. W myśl tej hipotezy, chętniej pomagamy krewnym niż obcym, bo łączy nas wspólna pula genów. Chętniej pomagamy braciom niż kuzynom, bo dystans genetyczny do tych drugich jest większy. Tę prawidłowość możemy rozciągnąć na narodowość, a nawet rasę. „Gen altruizmu” ma szansę na przetrwanie większą niż „gen egoizmu”, bowiem ten drugi zmniejsza (w matematycznym sensie) swoją ilość na „rynku genetycznym”.
    Hipoteza dostosowania łącznego została wielokrotnie potwierdzona wynikami badań i to zarówno tymi prowadzonymi na zwierzętach, jak i na ludziach. Zwierzęta narażają swoje życie dla innych, jeżeli w wyniku tego aktu mogą uratować życie takiej ilości osobników, która zapewni przetrwanie większej ilości genów, niż ta, która zawarta jest w ich organizmie. Ilość pomocy, jakiej udzielają sobie nawzajem jest wprost proporcjonalna do stopnia pokrewieństwa. W tej chwili nie da się zaprzeczyć owej uderzającej prawidłowości. Wszelkie obserwacje i dane empiryczne potwierdzają odkrytą przez Hamiltona prawidłowość. Z tej „matematyki” da się również wyliczyć tak, zdawałoby się ludzki czyn, jak poświęcenie życia dla innych.

„Zmysł pokrewieństwa”
Na rzecz hipotezy Hamiltona przemawia zbyt wiele dowodów, aby można było ją po prostu zignorować. A jednak ma ona słabe punkty, bowiem ani Hamilton, ani jego następcy nie wyjaśnili dotychczas mechanizmu pozwalającego zrozumieć, w jaki sposób rozpoznajemy pokrewieństwo genetyczne. Bez tej umiejętności prawo dostosowania łącznego nie mogłoby działać. Owszem, wskazuje się co prawda na zdolności węchowe niektórych zwierząt do rozpoznawania osobników należących do własnego stada, tego samego gatunku, bada się zdolności umiejętności rozróżniania niuansów w ubarwieniu pozwalających rozpoznać krewnego, a nawet analizuje się widmo dźwięków wydawanych przez ssaki morskie, takie jak delfiny czy wieloryby. Jak do tej pory jednak, żadna z odpowiedzi nie jest zadowalająca, różnice w mechanizmach identyfikacyjnych są ogromne, a czasami, jak w przypadku człowieka, trudno w ogóle natrafić na ich ślad. Co zatem powoduje, że prawo Hamiltona mimo wszystko działa?
Na podobny problem napotykają również uczeni prowadzący badania nad zjawiskiem unikania kazirodztwa wśród ludzi i zwierząt. To powszechne w świecie zwierząt tabu jest realizowane niemal z komputerową dokładnością, choć, poza nielicznymi przypadkami, nie wiemy w jaki sposób zwierzęta rozróżniają swoich krewnych, co jest przecież niezbędne dla uchronienia genów przed niebezpiecznymi związkami kazirodczymi.
    Wyjaśnienie tych faktów jest dzisiaj, na progu XXI wieku, niezwykle proste i eleganckie. Mechanizmem, który zapewnia nam niemal bezbłędne rozpoznawanie, a właściwie powiedzielibyśmy wyczuwanie, krewnych jest rezonans morficzny. Zjawisko polegające na „sprzęganiu się” pól morfogenetycznych kontaktujących się ze sobą osób, które jest odczuwane bardzo subiektywnie, na poziomie introspekcji, jako „poczucie bliskości”. Badania nad tymi polami oraz nad rezonansem morficznym, o których pisałam w artykule zmieszczonym w „Charakterach” w październiku tego roku wykazały, że pola morfogenetyczne niektórych osób wchodzą w rezonans z niektórymi innymi dużo szybciej, a czasami rezonans jest wręcz niemożliwy. Na tym etapie badań wiadomo, że głównym czynnikiem decydującym o rezonansie jest siła tych pól, ale zmienną, którą dostrzeżono, jako zmienną zakłócającą jest stopień pokrewieństwa badanych osób. Stąd już tylko krok, do chwycenia owych tajemniczych nici empatii – tak dotychczas ulotnych i subtelnych.
Rozumienie empatii, w kategoriach rezonansu morficznego, niesie ze sobą dalekosiężne skutki. Przede wszystkim oznacza to przełom w terapii, a w zasadzie w kształceniu i przygotowywaniu terapeutów do pracy. Jeśli bowiem terapeuta i pacjent mają pola morfogenetyczne niezdolne do wejścia w rezonans, prawdopodobnie żadne szkolenie nie pomoże terapeucie lepiej zrozumieć pacjenta o odmiennym polu, a on z kolei nie będzie w stanie wejść w dobry kontakt z terapeutą. Podobnie jak subtelne i do niedawna zupełnie nieznane przeciwciała decydują o przyjęciu lub odrzuceniu przeszczepu od dawcy, o transfuzji krwi, tak samo pole morfogenetyczne może decydować o „przyjęciu” terapii przez pacjenta. Przyszłość w tym względzie jawi się na dwa możliwe sposoby. Po pierwsze, może się okazać, że niezbędne będzie badanie pól morfogenetycznych pacjenta i terapeuty, a następnie skierowanie pacjenta do terapeuty o odpowiadającym mu polu. Drugie rozwiązanie, wyglądające na całkiem realne w świetle badań prowadzonych przez profesora Daniela Gounot ze Strasbourga, polegać może na modyfikacji pól morfogenetycznych poprzez kontakt z innym, silnym polem mogącym wchodzić w rezonans z polem terapeuty.

Po ciemnej stronie natury ludzkiej
Dowody wspierające sposób rozumowania oparty na teorii pól morfogenetycznych możemy znaleźć na drugim krańcu spektrum zachowań ludzkich – na krańcu zgoła odmiennym od zachowań altruistycznych, z których jesteśmy jako ludzie tak dumni. Po tej ciemnej stronie natury ludzkiej znajdziemy brutalne zachowanie tłumu, samosądy, lincz, a nawet zbiorowe samobójstwa i inne akty destrukcji. Psychologia nie pozostała obojętna w obliczu takich zachowań próbując zrozumieć mechanizmy, które prowadzą tłum do zachowań nieobliczalnych, niewyobrażalnych wręcz z perspektywy jednostki, nawet jednostki składającej się na ten tłum.
 Jeden z takich mechanizmów, o szczególnie poważnych konsekwencjach, to odkryta w 1980 r. przez Diener, deindywiduacja – utrata poczucia własnego ja, która w konsekwencji może prowadzić do utraty kontroli nad własnym zachowaniem. Ta utrata kontroli najczęściej wyraża się wzrostem impulsywności czynów. W rzeczywistości społecznej sytuacje deindywiduacji obserwuje się podczas bójek kibiców sportowych, w trakcie aktów samosądów, jakich dopuszcza się tłum itp. Inne, związane silnie z deindywiduacją zjawisko to rozproszenie odpowiedzialności. Pojawia się ono wraz z deindywiduacją i polega na tym, że słabiej odczuwamy odpowiedzialność za pewne zdarzenia, jeśli przebywamy w większej grupie ludzi. Wart jednak omówienia jest również mechanizm, który może pośredniczyć w powstawaniu deindywiduacji i rozproszeniu odpowiedzialności. Jest nim ograniczona samoświadomość.
Obecność innych ludzi powoduje podwyższenie pobudzenia emocjonalnego, które ma pewien wpływ na nasze zachowanie. Obecność innych wywołuje również zmiany w uwadze. Trudno jest jednocześnie skupić uwagę na sobie i na otaczającym świecie. Obecność innych aresztuje naszą uwagę. To znowu ewolucyjna, ale jakże przydatna pozostałość. Inni mogą być źródłem zdarzeń korzystnych dla nas – mogą coś nam ofiarować, mogą swoim zachowaniem dostarczyć ważnych informacji, ale mogą też stanowić zagrożenie, być źródłem niebezpieczeństwa. Koncentracja uwagi na otaczających nas ludziach jest więc ze wszech miar korzystna. Taka koncentracja jest wręcz niezbędna, kiedy znajdziemy się w środku rozwrzeszczanego tłumu. Tyle, że każde obniżenie samoświadomości owocuje jednoczesnym zmniejszeniem znaczenia naszych norm i wartości moralnych. O zasadach i normach tym lepiej pamiętamy, im większą mamy samoświadomość. W mniejszym stopniu myślimy o nich, kiedy koncentrujemy się na innych, a wówczas wzrasta prawdopodobieństwo działania niezgodnego z nimi.  
Kiedy osiągamy stan ograniczonej samoświadomości? Przede wszystkim w warunkach dużej stymulacji ze strony otoczenia, która będzie rozpraszała naszą uwagę, a także wtedy, kiedy nie będziemy odczuwali tego, że inni zwracają na nas uwagę. Obniżenie samoświadomości prowadzi do zwiększenia prawdopodobieństwa wystąpienia zachowań impulsywnych. I nie chodzi tutaj tylko o zachowania agresywne. Przykładem zachowania impulsywnego może być niekontrolowane objadanie się, picie alkoholu czy nawet zachowania, które możemy określić jako nadmiernie spontaniczne – np. wykonanie zwariowanego tańca na stole. Zwróćmy uwagę, że podczas przyjęcia, wśród innych ludzi o wiele łatwiej przychodzi nam złamanie postanowienia utrzymania diety, powstrzymania się od nadmiernego spożycia alkoholu czy nawet od palenia papierosów. Samodyscyplina, która nie sprawia nam kłopotu w naszym własnym biurze, w domu nagle okazuje się być niezwykle trudna do utrzymania w obecności innych, w sytuacji obniżenia samoświadomości.
Jakkolwiek przytoczona interpretacja zachowania człowieka w tłumie brzmi logicznie, to jednak ciągle dość słabo w obliczu zdarzeń, jakich dopuszcza się tłum. Czy wystarczy obniżona uwaga i nieco mniejsza samoświadomość, aby zabić człowieka i zmasakrować jego ciało? Czy można to porównać do największych nawet ekscesów podczas towarzyskiej imprezy? Przecież ludzie uczestniczący w takich zdarzeniach ciągle podkreślają, że nie wiedzą, jak do tego mogło dojść, nie rozumieją, a nawet nie pamiętają własnego zachowania, często płaczą uświadomiwszy sobie skutki własnych działań! Jak to się dzieje, że nagle grupa ludzi przejmuje kontrolę nad każdą jednostką, która się znajdzie wewnątrz tłumu?
Odpowiedź znowu nasuwa się sama – to ogromnie silny rezonans morficzny, ten sam mechanizm, który nakłania nas do współczucia i pochylenia się nad czyimś cierpieniem. Jesteśmy do niego tak samo zdolni, jak do zachowań morderczych. Zazębienie oddziaływania kilku silnych pól morfogenetycznych, a takie są charakterystyczne dla ludzi przeżywających silne emocje, będzie powodowało dostrajanie się kolejnych i potęgowało oddziaływanie, które można porównać do nasilającej się fali uderzeniowej? Potwierdzeniem tego są badania, które przeprowadził Brian Mullen w 1986 r. Dokonał on analizy informacji podawanych w gazetach i doliczył się 60 samosądów popełnionych w USA w latach 1899-1946. Odkrył jednocześnie zadziwiającą prawidłowość: im więcej osób liczył tłum, tym większe wykazywał zezwierzęcenie i okrucieństwo z jakim zabijał swoje ofiary!

Efekt Wertera wśród delfinów?
     Potwierdzeniem tego zjawiska są również ciekawe zjawiska występujące w świecie zwierząt, analogiczne do zachowania tłumu ludzi, lecz bardzo trudne do wytłumaczenia przy pomocy pojęć takich jak deindywiduacja, obniżona samoświadomość czy rozproszenie odpowiedzialności. Wszyscy słyszeliśmy o sejmikach bocianich, które odbywają się przed odlotem do ciepłych krajów. To tak charakterystyczny dla naszego krajobrazu widok. Etologowie do dzisiaj nie zbadali jednak celu tych zgromadzeń. Fakt, że odbywają się tuż przed zbiorowym odlotem nie wyjaśnia, dlaczego zwierzęta przebywają tak długo ze sobą. Nie wyjaśnia też innych zdarzeń, które wśród owych, na pozór sielskich zgromadzeń mają miejsce. Bociany podczas tych zgromadzeń dokonują samosądów, mordując niektórych swoich pobratymców! Etologowie odkryli nawet związek tych morderstw z niewiernością ofiar. A zatem bociany, zwierzęta zawierające stałe związki na okres całego życia, potrafią zlinczować zbiorowo osobniki wyłamujące się z tej reguły. Czy da się to zjawisko wyjaśnić deindywiduacją? Czy nie jest o wiele bardziej przekonywującym wyjaśnienie proponowane przez koncepcję pól morfogenetycznych Ruperta Sheldrake’a?
Przykładów zjawisk występujących jednocześnie u ludzi i u zwierząt jest więcej. Niestety, o ile psychologia przedstawia przekonywujące wyjaśnienia w stosunku do zachowania człowieka, traci swoją moc wyjaśniającą jeśli idzie o tłumaczenie tych samych fenomenów obserwowanych u zwierząt. Jednym z nich są zbiorowe samobójstwa lub nasilenie samobójstw. Kiedy w Jonestown w 1978 r. popełniło zbiorowe samobójstwo ponad 800 osób, wyjaśniono to zjawiskiem konformizmu społecznego i silnym oddziaływaniem przywódcy sekty. W październiku 2006 r. w Polsce popełniła samobójstwo dziewczynka, która padła na terenie szkoły ofiarą przemocy ze strony kilku swych kolegów, którzy na oczach całej klasy ciężko ją znieważyli i upokorzyli. Nie mogąc tego znieść, po powrocie do domu powiesiła się na swojej skakance. W ciągu trzech tygodni po śmierci Ani w Polsce popełniło lub próbowało popełnić samobójstwo 11 nastolatków! W większości były to dziewczęta i prawie wszystkie wybrały śmierć przez powieszenie się. Czy ta dramatyczna seria miała jakiś związek ze śmiercią Ani? Psychologowie wyjaśnili te zdarzenia odwołując się do opisanego w 1974 r. przez amerykańskiego psychologa, prof. Davida Philipsa, „efektu Wertera”.
Jak jednak wytłumaczyć fakt, kiedy to w listopadzie 2006 r. sto delfinów przez tydzień wypływało na brzeg Morza Czarnego w zachodniej Gruzji, gdzie jeden po drugim ginęły. Zwierzęta nie były wyrzucane przez morze, lecz wypływały na brzeg, by tam zginąć! Podobnych przypadków wśród delfinów, orek, słoni i niektórych gatunków małp jest więcej. Czy delfiny i orki również podlegają „efektowi Wertera”?

Nośniki memów
Podobnie, jak w wyjaśnieniu podłoża empatii, tak i w wypadku tych zjawisk koncepcja pól morfogenetycznych wyjaśnia opisane zdarzenia bez zbędnych wątpliwości i niedomówień, bez względu na to, czy są to zdarzenia występujące wśród ludzi, czy wśród zwierząt. Jeśli zastanowimy się głębiej, to zrozumiemy, że niektóre zjawiska, takie jak moda, pozornie niezrozumiały a błyskawiczny wzrost popularności pewnych powiedzeń, piosenek, dowcipów, tzw. „kultowość” pewnych zdarzeń kulturowych, ale również wybiórczość tych mechanizmów może zostać wyjaśniona działaniem rezonansu morficznego.
Richard Dawkins w Samolubnym genie zaproponował pojęcie memu – odpowiednik genu oraz memetykę – odpowiednik genetyki dla opisania tych przedziwnych zjawisk. Jego zdaniem pewne elementy kulturowe mają dużo większą zdolność do samopowielania się niż inne do rozprzestrzeniania się. Memetyka bada, w jaki sposób takie memy rozprzestrzeniają się w środowisku. A jednak memetycy są bezradni, jeśli idzie o wyjaśnienie mechanizmu, przy pomocy którego to się odbywa. Dostępność i powszechność środków masowego przekazu nie jest tutaj wystarczającym argumentem. Mody i fascynacje istniały wśród ludzi zawsze. Jedne rzeczy ginęły i giną w natłoku informacji, a inne wypływają, rozprzestrzeniają się i powielają. Wygląda na to, że to właśnie pole morfogenetyczne jest idealnym nośnikiem memów, tak, jak DNA jest nośnikiem naszych genów. Uwzględniając jego specyfikę, siłę rezonansu i szybkość działania, możemy w elegancki sposób wyjaśnić te niezrozumiałe dotąd zjawiska, uzyskując tym samym podłoże do integracji etologii, psychologii i socjologii.

Ramki:

Efekt Wertera. Bohater znanej opowieści J.W. Goethego Cierpienia młodego Wertera wskutek dotkliwego zawodu miłosnego, popełnia samobójstwo strzelając sobie w głowę. Wkrótce po opublikowaniu utworu Goethego w identyczny sposób, tj. strzałem w głowę, pozbawiło się życia kilkudziesięciu młodych mężczyzn, przy czym wykazano, że uczynili to pod wrażeniem tej książki. Badając historię samobójstw na przestrzeni kilkuset ostatnich lat, prof. Philips stwierdził, że fale samobójstw naśladowczych, określone przez niego właśnie jako „efekt Wertera”, są zjawiskiem dość częstym. Zwykle jest to reakcja osób nadwrażliwych, często bardzo młodych, na samobójczą śmierć kogoś sławnego, szczególnie w przypadkach, jeśli ów idol odebrał sobie życie w sposób nietypowy. Znany polski pisarz, Jerzy Kosiński, pozbawił się życia owijając sobie szczelnie głowę plastikowym workiem. Niebawem znalazł wśród miłośników swych książek wielu naśladowców, którzy skopiowali tę wcześniej raczej niestosowaną „technikę” samouśmiercania się. Spore gromadki swych fanów pociągnęli za sobą w niebyt samobójcy Ernest Hemingway, Sylvia Plath, awangardowi muzycy Ian Curtis i Kurt Cobain, piosenkarka Dalida, poeta Edward Stachura, aktorka Romy Schneider i inne uwielbiane osoby, które zdecydowały się na samobójstwo.

Memetyka  to nauka badająca ewolucję kulturową zakładającą, że podobnie jak w ewolucji biologicznej, jednostką doboru jest gen, tak w ewolucji kulturowej jednostką doboru jest mem, czyli najmniejsza jednostka informacji kulturowej. Termin meme został zaproponowany przez Richarda Dawkinsa w książce Samolubny gen, wydanej w 1976 r. i zdefiniowany jako replikator kulturowy, analogiczny do replikatora w biologii, jakim jest gen. Dawkins wprowadzając w swojej pracy to pojęcie użył go tylko jako analogii wobec pojęcia genu, dla lepszego wytłumaczenia na czym polega dobór genowy, dopiero jednak w latach 90. XX wieku, dzięki pracom Richarda Brodiego Wirus umysłu i Susan Blackmore Maszyna memowa, koncepcja memu stała się popularna, tworząc podwaliny pod nowo powstającą naukę. Memy miałyby, inaczej niż geny, replikować się pośrednio, nie na drodze chemicznej zachodzącej w mózgu, lecz dzięki interakcjom możliwym poprzez sygnały dochodzące do posiadających narządy recepcyjne jednostek. Przykładem replikacji memów czy kompleksu memów (mempleksów) są m.in. rozprzestrzeniające się ideologie, ale także melodie używane przez niektóre gatunki ptaków, sposoby noszenia czapki baseballowej. Memetyka postuluje stosowanie metod analogicznych jak w genetyce populacyjnej na gruncie kultury. Za pomocą modeli matematycznych i symulacji komputerowych, opartych w szczególności na teorii gier, próbuje wyjaśnić takie kontrowersyjne tematy, jak istnienie religii, systemów politycznych, rozwój nauki, a niekiedy porusza problemy wychodzące zarówno poza proste analogie do zjawisk biologicznych, jak i poza nauki społeczne i wchodzące w zakres "ogólnej teorii replikatorów" np. problem wąskiego gardła. Słuszność teorii często poddawana jest w wątpliwość ze względu na to, że jak dotąd nikomu nie udało się udowodnić istnienia nośników memów.

Koncepcja pola morfogenetycznego została ogłoszona w 1981 roku w czasopiśmie  Science przez biologa Ruperta Sheldrake’a. Zgodnie z koncepcją Sheldrake’a pole morfogenetyczne jest to wypełniające przestrzeń pole o naturze fizycznej mającej znamiona pola kwantowego, które obok czynnika genetycznego –  DNA, nadaje określoną formę organizmom żywym. Ma ono też silny wpływ na zachowanie organizmów żywych i ich interakcje z innymi organizmami. Z polem morfogenetycznym wiąże się też pojęcie "formatywnej przyczynowości". Jest to, wg Sheldrake'a, zdolność każdego organizmu do przekazywania pamięci o często powtarzających się zdarzeniach poprzez zapisywanie ich w polu morfogenetycznym, a następnie przekazywanie tej informacji potomkom i innym organizmom żywym poprzez aktywny kontakt z ich polami tego rodzaju. Przekazywanie to odbywa się w oparciu o zjawisko rezonansu morficznego polegające na tym, że jeśli jakaś krytyczna liczba osobników określonego gatunku nabędzie jakąś wiedzę, doświadczy czegoś, nauczy się jakiegoś zachowania lub uzyska określone cechy organizmu, to automatycznie – dzięki rezonansowi morficznemu - są one dużo szybciej nabywane przez pozostałych osobników tegoż gatunku. Szybkość przyswajania, w takich przypadkach, trudno wyjaśnić naturalnymi procesami uczenia się. Co ciekawe, badania potwierdzają, że im większe zagęszczenie osobników danego gatunku, a co za tym idzie pól morfogenetycznych, tym intensywniejszy rezonans morficzny. Przykładami rezonansu morficznego zajmują się m. in. biolodzy, którzy badają dziwne obyczaje zwierząt polegające np. na tym, że gromadzą się one czasami w niewyobrażalnej wręcz liczbie bez specjalnego, znanego nam uzasadnienia. Do takich zgromadzeń należą m. in. sejmiki bocianów  i innych ptaków urządzane nie tylko w celach migracyjnych. Szczególnie szokujące są olbrzymie zgromadzenia węży, które raz do roku spełzają w jedno miejsce. Zdaniem etologów, celem takich zgromadzeń jest celowe wywoływanie rezonansu morficznego.



W obronie rozumu - blogHistoria pewnej prowokacji...O mnieZakazana psychologiaLapidariumKsięga gościEnglish version
Wydarzenia związane z prowokacją
Oryginalny tekst artykułu
Wersje pośrednie artykułu
Linki